1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14

Miałam w głowie długi elaborat napisany. Nawet wydawał mi się dość mądry, zabawny, i trochę wzruszający. O tym co w życiu ważne, co najważniejsze. O tym, gdzie jest sens. I gdy tak rozmyślałam, i wszystko ułożyłam już w głowie…to gdy zobaczyłam te zdjęcia, doszłam do wniosku, że pominęłam sedno sprawy. Te zdjęcia piszą mi wszystko, zamiast słów. Że najważniejsze to właśnie Oni. Wszyscy. Że dzięki nim właśnie jestem tym, kim jestem. A ja siebie lubię. Choć chyba pisze o tym, ba, nawet myślę o tym pierwszy raz w życiu, że siebie lubię.

Że lubię ten lekko szeroki nos, który dał mi tata. I oprócz nosa.. to tata mi pokazywał, że w życiu pieniądze nie są ważne. że najważniejsze, to być uczciwym. Wobec siebie i wobec innych.

Od mamy mam geny dobrej sylwetki, bez ćwiczeń i diet, oraz lekko mongolskie rysy twarzy. Trochę skośne oczy. I mama mi pokazała, jak wspaniała może być mama. Wobec swoich dzieci, z poświeceniem robiąc im kanapki codziennie rano przed szkołą, choć są już w czwartej klasie liceum. Budząc cicho i delikatnie, zanim zadzwonią ich budziki.

Od każdego z nich dostałam tak wiele. Ola była kompanem moich dziecięcych zabaw, dojrzewania, pierwszych miłości. Bez wyśmiewania, zawsze z odrobinę nadmierną odpowiedzialnością za mnie. Rola starszej siostry. Pierwszy raz wydepilowała mi brwi, nauczyła się malować, zabrała na pierwszą dyskotekę. Wszędzie mnie zabierała, choć byłam na to niekiedy zbyt dziecinna.

Kasia uczy mnie codziennej, pięknej radości z rzeczy drobnych. Jest taka mądra. O wiele młodsza, a to ja się codziennie od niej uczę. Wrażliwości na świat. Słuchania dobrej muzyki. Zdrowszego odzywania się. Pamiętania o sobie i dbania o siebie, o higienę swojej psychiki, co jest tak ważne, gdy czasem wpadam w wir pracy.

Adam, mój brat,prawie w takim samy wieku co ja, był dla mnie zawsze najwspanialszym bratem. Pomocnym, nie pamiętam, by kiedykolwiek mi odmówił, gdy go o coś poprosiłam. Do dziś tak jest. Potrafimy, mimo odległości i już nie tak częstego kontaktu, rozmawiać o wszystkim, nawet o bardzo intymnych sprawach.

Maż mój nauczył mnie tak wiele, w tak niewielkim czasie. Największej miłości, jakiej dane było mi doświadczyć. Dzięki której czułam się wartościowa, piękna, bez znaczenia, czy miałam 15 kg więcej czy mniej. Odpowiedzialności za drugiego człowieka. Dążenia do celu. Przekonania, że mogę zwojować świat (choć mam z tym do dziś niemały problem:). Że żyję po to, by spełnić swoje marzenia i że On mi w tym zawsze pomoże.

Moje dzieci dały mi tyle nieznanej dotąd miłości, innej od wszystkich. Radości, cieszenia się ze znalezionego kasztana, skoku w kałużę, smakowania śniegu. Ich małe ciepłe rączki są jak termofor na moje serce. Gdy patrze na nie nocą, śpiące po dniu pełnym wrażeń, gdy widzę ich piękne i spokojne twarze, słyszę wolny, równomierny oddech, czuję ciepło ich ciał,  gardło dusi się od łez wzruszenia, które mnie zalewa zbyt nagle i zbyt intensywnie. Że aż boję się ich przytulać, by nie skrzywdzić od mocy moich uczuć do nich.

Boże, jeśli miałabym Cię prosić o jedno, daj nam razem cieszyć się sobą najdłużej, jak to jest możliwe. Nic innego nie ma na świecie takiego znaczenia.