SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC
Gdy jadą do babci Krysi pakują w lisi plecak auta, tory, ulubione książki z Pandą i Pomelo. Orkę, orła, Clifforda i Lisa. I za każdym razem nie zdążą się nimi pobawić…bo u babci otwiera się  zupełnie nowy świat.
Wielki ogród skrywa tajemnice ważniejsze niż książki i auta. Ślimaki, motyle, dżdżownice..maliny z krzaka, pomidorki, kwiatów ogrom, kije, kamienie, piach, żaby. Pies Kuba, który podobno potrafi latać. No i te białe kury, które chowają się pod krzakiem malin i straszą nas niczego nieświadomych, gdy się do krzaczka podchodzi. I  znoszą białe jak śnieg jajka, które babcia Krysia pakuje nam w wytłaczankach do domu. Jak i zresztą całe kosze konfitur, malinówkę, świeży placek z jabłkami, owoce, sok z bzu.
Wstajemy jak Bóg da, a śniadanie zawsze już na stole, ze świeżo zaparzoną, miętową herbatą. Idziemy z chłopakami po jogurt i lizaka do sklepiku, chyba jedynego we wsi. Każdy ma 3 złote, sam płaci, sam zamawia, z taką satysfakcją. Z taką dumą! Ubrani bez przemyślenia, czy coś pasuje do siebie czy nie. Bo tu to „stylówka” to raczej faux pas. Musi być wygodnie, ciepło, by nogi od rosy od razu nie przemokły, a spodnie pozwalały biegać między krzakami. No chyba, że się w niedziele do kościoła idzie, to najładniej się ubieramy jak się da.
Babcia zawsze piecze ciasto. Często jabłecznik lub ukochaną babkę. I nie piecze jednej małej blachy. Piecze tyle, by każdego obdarować sporą porcją na drogę do domu, by w poniedziałek zjeść do kawy. I zawsze pyta, co chcemy na obiad, spełniając nasze zachcianki…dla Adasia jajecznicę na śniadanie i żurek na obiad, dla chłopców naleśniki i mielone, dla mnie wątróbkę z jabłkiem…Nie gniewa się na zawsze poplamiony przez nas obrus i picie kompotu bez zjedzenia owoców ze szklanki:)
A wieczorem, gdy dzieci zasną, otwiera magiczna szafkę z najpyszniejszą malinówką na świecie lub z pędzonym winem, po którego jednym kieliszku mąż zanosi mnie do łóżka;). Popijamy, siedzimy, czasem rozmawiamy, czasem nie, czasami tylko oglądamy film i się relaksujemy. Gdy wracamy w niedzielę wieczór do domu zdaję sobie sprawę z tego, ze wzięłam komputer i masę spraw do załatwienia…i zapomniałam o tym komputerze. To ani tu zasięgu dobrego, ani czasu na to. U babci po prostu otwiera się nowy świat. Także dla dorosłych.