Kiedy dziecko choruje, choruje cały dom. Największe szczęście, gdy są to po prostu zwykłe infekcje, a nie poważna choroba czy niepełnosprawność. Ale nawet te „zwykłe infekcje” potrafią wyssać z mamy (i taty) wszystkie siły witalne;)
Chłopcy przez trzy tygodnie mieli grypę. Taką prawdziwą, z bardzo wysoką gorączką. Trzy tygodnie to wystarczająco dużo, by mieć dość;). Jak sobie radziliśmy?
Zwykle jeden rodzic musi pracować, a drugi zostaje w domu z dziećmi. Niestety, pomimo mojego zwolnienia i tak muszę pracować, wiele osób czeka na swoje wymarzone zamówienia, a ja dwoję się i troję by zaspokoić potrzeby dzieci i jednocześnie nie mieć wielkich „tyłów” w pracy. Mam ogromne skrupuły i wyrzuty sumienia, gdy nie dotrzymam terminów. Ale…staram się być dla siebie w miarę wyrozumiała;) Wszyscy ludzie chorują, nie na wszystko mamy wpływ. Wyrzuty sumienia nie przyspieszają realizacji zamówień, a tylko pogarszają moje i tak nadszarpnięte samopoczucie.
Kiedy dzieci nie leżą jak naleśniki powalone gorączką, a mając siły na zabawę, staram się wyłączyć TV. Bajki włączam tylko wtedy, gdy lezą wymęczone gorączką i proszę o bajkę. W innym przypadku układamy tory i jeździmy pociągami, samochodami, malujemy, lepimy plastelinę, czytamy sporo książek leząc pod kocem. To są takie nasze najwspanialsze chwile. Przetrwanie chorób ułatwia mi też organizacja kilku rzeczy:

  • zadbanie o „pełną lodówkę” i lekkostrawne przekąski dla dzieci, gdy przez cały dzień nie mogę wyjść z domu.
  • przygotowanie obiadu wieczorem dnia poprzedniego (o ile są siły:)
  • szczególne przygotowanie się do nocy- czyli leki, pieluszki, piżamki na zmianę, termometr, dużo picia- wszystko musi być pod ręką, aby nie robić w nocy hałasu i nie zabijać się potykając o wszystko po drodze w poszukiwaniu termometru, który wylądował dziwnym trafem w koszu na zabawki.
  • nie przejmować się bałaganem i zabawkami w każdym kącie domu:) To chyba najważniejszy punkt!
    Po trzech tygodniach, gdy dzieci były już zdrowe  wyjechaliśmy na długi weekend do trójmiasta. Byliśmy u Moni, z którą wiele lat temu pracowałam. Spędziliśmy  z jej rodziną wspaniały czas, odwiedzając gdyńskie akwarium (Julek był zachwycony!), dzieci w domu bawiły się, malowały, czytały (słuchały raczej naszego czytania;), my spokojnie przygotowywałyśmy pyszne posiłki i ciasto. A nocą, gdy już wszyscy spali, dwie szyjące wymyśliły, że szyją tipi:) O 3 rano było skończone;)Szkoda, ze o 6:00 nasze gałgany były już na nogach:)
    W poniedziałek, po pierwszym dniu przedszkola, grypa wróciła….także dobrze, że naładowałam akumulatory nad morzem;)))
    Wszystkim rodzicom chorujących dzieci życzymy duuużo sił:)